Archiwum miesięczne: Kwiecień 2011

Dodatnie strony chorowania

Można leżeć w wyrze cały dzień i nikt nie robi jawnych wyrzutów ;).

Z mniej dostrzegalnych zalet to możliwość zrzucenia z siebie kilku kilogramów. Od poniedziałku nie jadłam obiadu, wczoraj ciągnęłam na chlebie z jajkiem, cieście i kiełbasce wieczorem. Nie będę w siebie ładować jedzenia, jeśli nie mam na nie ochoty. Dziś zaczęłam bardziej obiecująco, od serka wiejskiego z miodem. Ale wcześniej weszłam na wagę i zauważyłam, że zeszło ze mnie jakoś tak 3,5-4 kilo. Pewnie szybko przynajmniej część z nich do mnie wróci, jak znowu zacznę normalnie jeść. A jestem dziewczynką typu „waga jeszcze w normie”, co nie zmienia faktu, że każdy utracony kilogram mnie cieszy (choć nie robię nic, by się częściej cieszyć ;) ).

Głowa prawie nie boli, gardło dalej daje czadu, ale do pracy dziś pojadę. Duomox w dalszym ciągu pożerany, oczywiście, choć go wyjątkowo nie lubię.

Stało się #2

Zadzwoniłam do przychodni i poinformowałam, że nie stawię się dziś w pracy.

Znalazłam jakiś zachomikowany Duomox i zaczęłam nim kurować moje obolałe gardło. Ciekawe, czy zadziała to też na równie obolały łeb i trochę mniej obolały kark i plecy. Temperaturę mam w końcu wzorcową (wczorajsze wahania: od 37,1 tuż przed wyjściem do pracy do 36,3 wieczorem, plus dzisiaj 36,66). Powinnam pojechać do lekarza, ale nie mam przy sobie mojej legitymacji ubezpieczeniowej, więc zwolnienia i tak bym nie dostała… Pozostaje mi liczyć na łaskę szefa.

Wyrzuty sumienia zostały uśpione bardzo racjonalnym argumentem, jakoby chory dentysta może źle oddziaływać na stan zdrowia jego pacjentów. Wprawdzie możliwość zarażenia jest większa w drugą stronę, ale ciężko się na przykład usuwa zęby, kiedy we łbie zaczyna pulsować przy każdej poważniejszej zmianie pozycji. To ja już zostanę w łóżeczku, dzięki wielkie.

Tak z innej beczki, zostałam nazwana młodzieżą. Przez osobę około trzydziestki. Rozumiem, że mogę być lekko niedorozwinięta społecznie, ale bez przesady.
Dzięki wielkie #2.

k.,
24 lata, 8 miesięcy i ileśtam dni ;P.

Stało się

– Najpierw jedna ciąża, potem druga, zaniedbałam tego zęba…

– Wie pani, zęby nie są źródłem wapnia podczas ciąży. Chodzi raczej o podjadanie po nocach i niemycie zębów…

Prychnięcie asystentki (takie typu zgadzam-się-z-panią-doktor) i wymowna cisza ze strony pacjentki… Wyrazu twarzy nie widziałam, bo byłam skoncentrowana na korzeniach, do których usunięcia się właśnie przymierzałam…

Stało się. Zaczęłam obalać słynny mit. Z pozdrowieniami dla poziomki. :)

Pacjentka chyba jednak się nie obraziła, bo jak weszła przestraszona, tak wyszła, zarzekając się, że już nie boi się dentysty i będzie chodzić tylko do mnie.

Chorowanie jest gópie

Do końca liceum z chorowaniem nie było problemu. No, może pod koniec klasy maturalnej, ale ogólnie czułeś się źle -> zostawałeś w domu -> ktoś pisał usprawiedliwienie nieobecności i było OK. Na studiach bywa różnie. Na moim kierunku nieobecność to był grzech straszny, wszystkie opuszczone zajęcia trzeba było odrobić, zazwyczaj też konieczne było zwolnienie lekarskie. Pół biedy, jak absencja trwała np. dwa dni na początku tygodnia i potem można było odrobić zajęcia w innych grupach. Potem robił się większy problem: w teorii, bo, całe szczęście, nie miałam negatywnych przygód. Ale wszystkie dziewczyny, które zaszły w ciążę, nie było ich np. miesiąc, ale nie wzięły dziekanki, studia skończyły. Więc chyba się dało jakoś dogadać.

W pracy jest już nieco gorzej. Biorąc pod uwagę mój przerób pacjentów, ewentualna nieobecność trochę rozwala dzień. Jeszcze do głosu dochodzi moje dobre serduszko i poczucie obowiązku.

Wczorajszej nocy praktycznie nie przespałam. Było mi zimno. Poczułam się lepiej dopiero po założeniu grubych skarpet na stopy i przykryciu kołdry kocem i szlafrokiem. Kompletnie nie miałam apetytu. Pół dnia przespałam, drugie pół siedziałam na tyłku i właściwie nie robiłam nic poza oglądaniem serialu. Po zmierzeniu temperatury wyszło 37,7o. Jestem ciekawa, jak będę się czuć jutro: zaczyna mi lecieć z nosa, pokasłuję sobie i nadal nie chce mi się jeść. Przy ostatnim „szybkim choróbsku” czułam się beznadziejnie właściwie tylko cztery godziny i następnego dnia pojechałam do pracy…

Ogólnie chorowanie jest do kitu :/

Rozrywki piątkowego poranka

Rano. Znaczy bardziej rano niż zwykle.

Zapisanych pacjentów sztuk 1. Potem mamy robić za pogotowie bólowe (z nastawieniem na duże zużycie znieczuleń, kleszczy Meissnera, devipasty, fleczeru i opatrunków stomatologicznych w postaci gęstego tlenku cynku z eugenolem).

Czwartkowy, wkurzający, umiarkowany ból głowy mi minął, wyspałam się, więc byłam gotowa na wymyślanie, czego dowodem będzie opisany pacjent. Osobnik płci obojętnej, w wieku nieistotnym, zgłosił się ponownie po dwóch tygodniach celem usunięcia górnej piątki. Ząb do leczenia kanałowego się nie nadaje, zresztą pacjent i tak nie wyraża na nie zgody. Poprzednio był przy nim ropień podśluzówkowy (tworzący się pod błoną śluzową przy długo trwającym ropnym stanie zapalnym tkanek okołowierzchołkowych), więc zrobiłam dziurę w piątce (z przedziurawieniem wierzchołka korzenia1) z nadzieją, że do następnego razu ropy trochę zejdzie i znieczulenie ma szansę zadziałać. Owszem, zeszło, ale tyle, że tym razem zaczęłam podejrzewać trzy zeżarte korzenie sąsiedniej szóstki o bycie sprawcami całego zamieszania. Miękki bąbel na dziąśle mi się nie podobał, więc ciągle wahając się, czy ząb (szóstkę) usunąć dziś czy może jednak kiedy indziej, poprosiłam asystentkę o strzykawkę i grubszą igłę. Wbiłam igiełkę w bąbel i z wielką satysfakcją i tekstem „teraz będą ładne widoczki” odciągnęłam z ropnia jakieś 0,5 ml żółtawego, gęstego płynu, mlask mlask. Powinnam ów ropień naciąć skalpelem, ale a) wolałam trzymać się z dala od tak niebezpiecznych narzędzi i b) podejrzewałam, że przy bardziej agresywnych działaniach pacjent zjedzie mi z fotela. Drugą rozrywką przy tym samym pacjencie było znieczulenie przewodowe nerwów zębodołowych górnych tylnych, jako że znieczulenie nasiękowe raczej by nie zadziałało (chemia leków – w środowisku zapalnym środek znieczulający nie przenika do miejsca docelowego – to tak w dużym uproszczeniu). Było to rozrywką, ponieważ a) zębów w szczęce nie trzeba znieczulać przewodowo, więc rzadko się to robi, b) łatwo się można wbić w splot żylny skrzydłowy, przez co trzeba pilnować, gdzie się podaje środek znieczulający (jeśli do żyły, to znieczulenie sobie popłynie w organizm, nie wywierając żadnego działania w miejscu, które chcemy znieczulić), c) znając moje umiejętności nie wiedziałam, czy mi to wyjdzie, mimo że znieczulenie przewodowe przypomina nasiękowe do siódemki. A postanowiłam jednak usunąć szóstkę, ponieważ wiedziałam, że nakłuwanie ropnia bez usunięcia przyczyny nie ma większego sensu. Druga rozrywka mi wyszła – pacjent podczas wydłubywania trzech korzeni (w tym jednego już zarośniętego dziąsłem) nie zleciał z fotela. Ostatecznie pacjent wyszedł usatysfakcjonowany, a i ja byłam z siebie dumna.

Poza tym miał przyjść delikwent, który ma zwyczaj awanturowania się, ale nie przyszedł. Mamy argument przeciwko jego wciskaniu się bez kolejki ;).

Po drodze było awanturujące się dziecko, które mi prawie odgryzło palec; potem nieco starsze, na wstępie przestraszone, ale wydało z siebie westchnienie ulgi, kiedy przy standardowym „czyszczeniu metalową szczoteczką” okazało się, że to jednak nie boli. Potem kilku dorosłych… Ogólnie bez większych rewelacji i proszenia o pomoc.

Po 2,5 godzinach dyżuru przychodnia opustoszała. 5 minut przed naszym wyjściem (wszystko było posprzątane, ja już w cywilnych ciuchach, sprzęt schowany) przyszli jeszcze ludzie, też podobno z bólem. „Jest otwarte do 11” – rzekła asystentka. „Jesteśmy za pięć!” – oświadczyli z satysfakcją przybysze. „Proszę jeszcze zapytać lekarza” – poprosili, kiedy po dalszej rozmowie zaczęły upadać ich nadzieje na przyjęcie. „Ja jestem lekarzem” – oświadczyłam brutalnie, choć z uśmiechem mówiącym (mam nadzieję…) „bardzo mi przykro, ale nic nie poradzę”. Następnie wyszłyśmy z przychodni na piękne słoneczko i mogłyśmy wszystkie ruszyć do świątecznych przygotowań.

Wesołego jajka wszystkim. Takiego bez bólu zęba i ropni podśluzówkowych w międzyczasie.

Przypis:
1. w standardowym leczeniu kanałowym nie można przechodzić narzędziem kanałowym poza korzeń zęba. W przypadku zapalenia tkanek okołowierzchołkowych takie przyzwolenie jest. Pozwolę sobie jednak wspomnień o kobiecie, która szkoliła mnie z zachowawczej na 3 i 5 roku studiów. Podczas mierzenia długości roboczej kanału za pomocą endometru (urządzenia elektronicznego, które wskazuje, jak blisko jest się do wierzchołka korzenia) wymagała, aby przebijać się narzędziem poza wierzchołek i wycofywać się do żądanej długości.

Ciekawe…

Mam wrażenie, że po pozbyciu się wspomnianego dwie notki temu cylinderka ze schodami radzę sobie nieco lepiej…

A tak poza tym, na wykładach z ratunkowej było tak sobie. Największe kontrowersje wywołał tekst prowadzącego ratownika z doświadczeniem „Oni [ratownicy w jednej ze stacji pogotowia] mają czas Was szkolić. Nie wszyscy pacjenci muszą przeżyć.” Potem poszły statystyki, ile osób przeżywa i normalnie funkcjonuje po resuscytacji. Następnego dnia usłyszeliśmy opowieść, jak to załoga karetki (z lekarzem na pokładzie) doprowadziła do tego, że facet raniony nożem, z przebitym sercem, żywy dojechał do szpitala i żywy oraz normalnie funkcjonujący z niego wyszedł. Kolejnego dnia koleżanka stwierdziła, że ona by raczej nie chciała trafić na karetkę z samymi ratownikami i nie poparłaby ustawy, która to umożliwia. Zaczęliśmy rozmawiać o niedoborach obsadowych – zwyczajnie nie ma tylu lekarzy i takiej kasy, by pełna załoga (z lekarzem) w każdej karetce była możliwa. Nie wpadło mi to do głowy w tamtym momencie, ale potem pomyślałam, że w sumie w USA (taki wzorcowy kraj że ojej) lekarze w ogóle nie jeżdżą na karetkach…

Ogólnie było o czym rozmawiać :).

Czeka mnie jeszcze tydzień jeżdżenia na karetkach właśnie. Nie wiem, kiedy, nie wiem, gdzie. We wtorek zacznę myśleć.

Zapalenie dziąseł

Jest to dość częste schorzenie. Objawia się zaczerwienieniem, bolesnością, obrzękiem i krwawieniem dziąseł – samoistnym bądź przy niewielkich urazach, jak szczotkowanie zębów.

Najczęstszą przyczyną jest nieprawidłowa higiena jamy ustnej, czyli gromadzenie się płytki nazębnej. Zdarza się jednak, że powyższe objawy mogą dołączyć się do przebiegu chorób ogólnych, takich, jak cukrzyca i białaczka (uwaga, jednym z pierwszych objawów tej ciężkiej choroby jest właśnie zaczerwienienie, obrzęk i krwawienie dziąseł!). Ogólnie podział chorób dziąseł (oficjalny, wymyślony przez wielu mądrych ludzi na specjalnej konferencji w 1999 roku) można sobie przeczytać tu (plik .rtf). [Jeśli moim kolegom po fachu czegoś w tym podziale brakuje: tak, wywaliłam z niego podział chorób przyzębia.]

Jak leczymy? Jeśli mamy zapalenie dziąseł związane wyłącznie z płytką (wspomniane w podziale czynniki miejscowe to np. wady zgryzu czy nawisające wypełnienia, utrudniające prowadzenie prawidłowej higieny), to najzwyczajniej w świecie ową płytkę usuwamy. Dentysta powinien przeprowadzić solidny instruktaż higieny jamy ustnej, proponując dołączenie stosowania nitek dentystycznych i leczniczych płukanek, w razie potrzeby skorygować wypełnienia itp.

PODSTAWOWYM BŁĘDEM pacjentów w sytuacji krwawienia dziąseł jest zaprzestanie szczotkowania zębów (osobnik, który mi się do tego przyznał ostatnio na fotelu, jest inspiracją dla tej notki). Wierzcie mi, zapuszczenie stanu dziąseł jest znacznie gorsze od pokrwawienia sobie od czasu do czasu. Przy zapaleniu dziąseł zęby nie wypadną, naprawdę.

Jeśli mamy choroby dziąseł, które są wywołane płytką, ale dołączają się do chorób czy stanów ogólnych (ciążę raczej ciężko nazwać chorobą), to też poprawiamy higienę – brak płytki sprzyja złagodzeniu zmian. Ich całkowite lub znaczne cofnięcie osiąga się po usunięciu drugiego czynnika sprawczego, czyli np. kontrola cukrzycy, poród, zakończenie terapii określonymi lekami (polekowe zapalenie dziąseł wywołują niektóre leki przeciwnowotworowe, przeciwpadaczkowe i przeciwnadciśnieniowe).

W przypadku chorób dziąseł niezwiązanych z płytką najważniejsze jest leczenie przyczynowe.

Nieleczone zapalenie dziąseł może przejść w zapalenie przyzębia, które leczy się znacznie ciężej, a w stanach zaawansowanych może prowadzić do utraty zębów (tzw. parodontoza).

PS.: Tak jeszcze wracając do białaczki:
kiedy pacjent przychodzi z krwawiącymi dziąsłami, ale np. ma mało płytki nazębnej, a stan się nie zmienia po poprawie higieny, dobrym pomysłem jest zrobienie podstawowych badań krwi – morfologia z rozmazem. Poza tym, zdarza się wyłapać inne objawy, które mogą świadczyć o poważniejszym stanie… Ale w tym temacie możecie przemaglować swojego dentystę ;)

Zabrali mi cylinder!

Ten jeden mały cylinderek, który był świetną wymówką dla mojej „schodofobii”!

Znaczy wyrobiłam sobie nowe okulary. Nowe, tzn. pierwsze od przynajmniej 9 lat oprawki i pierwsze od prawie 5 lat szkła. Przez owe pięć lat (przynajmniej, nie pamiętam, jak było wcześniej) miałam soczewkę cylindryczną dla prawego oka z racji stwierdzonego astygmatyzmu. Dziś pani przy badaniu wzmocniła mi jedno szkło i zabrała ów cylinder. Znaczy według niej nie mam astygmatyzmu. Ale w sumie dobrze, że w przyszłym tygodniu z racji stażu z ratunkowej nie będę musiała koncentrować spojrzenia na małym polu operacyjnym w postaci zębów. I tak zastanawiam się, czy starych bryli – wymienionych tylko z powodu ich wieku – nie wozić do pracy w razie czego.

Co do schodofobii, naprawdę mam mierny lęk przed tym, że z nich spadnę. Obojętnie, w którą stronę idę – w górę, czy w dół…

A nowe bryle trzymają się na nosie świetnie. Już nie mam czego poprawiać, skoro nic nie zjeżdża :(

Może będzie ciekawiej!

Wena jakiegoś większego focha strzeliła albo moje życie jest wyjątkowo nieciekawe. O czym mam pisać? O wkurzającej pogodzie, która zmienia się o 180o z dnia na dzień? O tym, że dzisiaj przez chwilę musiałam używać lateksowe rękawiczki i ciekawe, jak się to odbije na moich łapskach? O tym, że niedawno zamiast 6 pacjentów przyjęłam ich 14 i siedziałam w pracy tylko godzinę dłużej? Już kiedyś pisałam, że moja praca jest męcząca i powtarzać się nie będę.

Tylko z kasą wyjątkowo krucho i lepiej nie będzie :(.

W przyszłym tygodniu mam staż z medycyny ratunkowej (będę przez 5 dni kursować do Gdańska na 9 rano i jestem z tego powodu średnio szczęśliwa). Jakieś urozmaicenie się przyda i może będzie o czym pisać. Pomijając już fakt, że będzie to świetna okazja do odwiedzenia Galerii Bałtyckiej i mojej stancyjnej gospodyni :).

Ze smutkiem donoszę

iż bloga nie da się pisać z komórki. Chyba, że przez email, ale tego jeszcze nie testowałam.

Wczoraj chciałam tu napisać, że rzucam stomę i zmieniam zawód na jakiś kompletnie nielogiczny w porównaniu z obecnym, ale nie przyszedł mi do głowy żaden, który by nie został oprotestowany przez moją polityczną poprawność. Tym samym z pysznego dowcipu na Prima Aprilis wyszły nici.

A tymczasem siedzę sobie i śpiewam m.in. to.

Howgh.