Archiwum miesięczne: Marzec 2011

Matka była polonistka przekazuje…

… iż słówko „ci” pisze się z dużej litery TYLKO wtedy, gdy odnosi się do konkretnej osoby, do której się zwracamy – czyli jako zamiennik słowa „tobie” w pisemnych drogach przekazu, jako wyraz szacunku. „Chciałbym Ci powiedzieć, jak bardzo mi zależy…”

Nie pisze się go z dużej litery, kiedy odnosi się do grupy osób, czyli jako zamiennik słowa „oni”. „Chciałam poinformować, że ci, którzy twierdzą inaczej, mogą mi naskoczyć”.

Capisce?

;)

W moim życiu nic się nie dzieje, więc muszę się trochę powymądrzać, a co. Nie tylko stomatologicznie. ;)

Wybity ząb

Ząb „wybity” podobno czymś się różni od „całkowicie zwichniętego”, ale moi pomocni asystenci na chirurgii nie chcieli nam powiedzieć, czym. Nieważne. Zajmiemy się tym przypadkiem, w którym ząb stały przestaje przebywać w jamie ustnej, bo po zastosowaniu wobec niego dużej siły wyleciał z zębodołu na podłogę/ziemię.

I co wtedy?

Taki ząb trzeba podnieść, delikatnie oczyścić (bez szorowania!) z zanieczyszczeń, po czym umieścić w przedsionku jamy ustnej (części między zębami a policzkiem/wargą) właściciela lub w mleku, i jak najszybciej udać się do dentysty (najlepiej w ciągu dwóch godzin od urazu).

A tam dentysta odpowiednio ząbkiem się zajmie, zapewne włoży z powrotem na swoje miejsce i unieruchomi na kilka tygodni.

Ogólnie, cokolwiek się stanie z zębem, czy się złamie, czy zostanie wbity (wtłoczony do tkanek – co ma bardzo duże znaczenie w przypadku urazów zębów mlecznych!!!), przemieszczony: jak najszybciej należy zgłosić się do dentysty.

Blog interaktywny

Śnieg za oknem [dodano później: przynajmniej był, kiedy pisałam tę notkę. Pół dnia byłam na bezneciu z okazji walki rodziciela z Liveboxem Tepsy], słonko świeci, nic nie muszę robić, więc z końcu rozprawię się z ankietą i wcześniejszą sondą.

To najpierw sonda. Tu są wyniki. Ogólnie większość głosujących lubi gadających dentystów. Wniosek z tego taki, iż muszę nauczyć się gadać, w dodatku inteligentnie i tak, by nie zmuszać pacjenta do odpowiedzi innych niż „yhy” i „e-e”. ;)

Ale też prawda jest taka, że chęć do gadania z pacjentem zależy od niego samego. Czy już był u mnie kiedyś, z czym przyszedł, z jaką miną wchodzi do gabinetu… Wtedy temat zawsze się znajdzie, nawet mimo mojej niechęci do oglądania programów informacyjnych (ciężko wtedy gadać o wydarzeniach bieżących). Pewnie gadam trochę mniej od bardziej rozmownych kolegów, ale może to przyjdzie z czasem. Albo taki mam charakter i już nic się na to nie poradzi. Swoją drogą, wolę się koncentrować na zabiegu niż na rozbawianiu pacjenta. A mimo to od czasu do czasu przychodzi do mnie ktoś nowy i przyznaje, że zostałam mu polecona. Więc chyba nie jest źle.

To teraz stareńka ankieta. Udział wzięły 33 osoby.
Pyt. 1 – Od kiedy czytasz bloga?
Prawie 70% jest ze mną od samiutkiego początku. Jedna osoba (3% ;) ) akurat się przypałętała.
Pyt. 2 – Jak trafiłeś/aś na bloga?
63,6% ankietowanych trafiło tu po linku podanym przeze mnie. 3 osoby wyguglały (plus jedna szukała bloga dentysty), 8 wpadło z innego odnośnika. Po jednej osobie z polecenia lub przypadkiem.
Pyt. 3 – Co Cię najbardziej interesuje w treści bloga?
Najbardziej interesuje Was moja praca. W komentarzach wskazywano też chęć wskazania równocześnie też innych odpowiedzi. Sprawy prywatne autorki interesują najmniej czytelników, ale nadal jest to 1/4, zaś po informacje medyczne/stomatologiczne przychodzi tu 45% czytelników.
Pyt. 4 – Uważasz, że notki ukazują się…
27,3% ankietowanych chciałoby, żebym pisała częściej. Reszta nie narzeka.

Pyt. 5 – Czy Twoim zdaniem autorka jest zrównoważona psychicznie?
Pytanie zadano celem karmienia mojej samooceny. Tylko jedna osoba stwierdziła, że zdecydowanie nie. Reszta (w stosunku 50-50 bądź 16-16) uważa, że zdecydowanie tak lub miewam odchyły. Ogólnie pocieszające, zwłaszcza, że nie ma czegoś takiego, jak „człowiek zupełnie normalny”. ;)
Pyt. 6 – Patrząc na styl pisania notek, uwierzył(a)byś, że autorka ma 24 lata?
Bywam oskarżana o egzaltację, stąd to pytanie. Prawie 50% ankietowanych udzieliło odpowiedzi zdecydowanie twierdzącej. Jednej osobie wydaje się, że jestem młodsza (ciężko o młodszego dentystę z jakimkolwiek prawem wykonywania zawodu… Chyba, że ktoś poszedł do szkoły w wieku sześciu lat. Za kilkanaście lat 23-letni dentyści będą normą ;) ), pięciu, że starsza. Według reszty to zależy od notki (tylko ciekawe, w jakim kierunku). Znaczy nie jest źle, tak?
Pyt. 7 – Czy bał(a)byś się, gdybyś miał(a) pełnić rolę pacjenta autorki?
10 osób (najwięcej) uznało, że nie jestem straszna. 3 by się bało po lekturze (najsss ;) ), 6 ogólnie ma dentofobię (na którą nawet blog by nie poradził), 4 ogólnie nie ma dentofobii (na co nawet blog by nie poradził), zaś 8 osób chyba się do mnie przekonało. 2 uzależniło reakcję na mnie od swojego problemu. I na to też nic nie poradzę. ;)
Ktoś w komentarzu napisał, że za dużo zębów się rwie i dobrze, jak dentysta ratuje. Owszem, fajnie, jasne, jestem za. Ale trzeba wziąć pod uwagę sytuację, z którą ja się bardzo często spotykam. Pracuję w dość dużej przychodni (mamy 6 lekarzy – w tym ja), ale jedynej takiej w okolicy, na wsi. Ludzie zimą nie mają pracy, bo robią głównie na budowie czy w tartakach. Przychodzi taki z bólem, widzę: ząb zeżarty do poziomu dziąsła, rozmiękczony przez lata wystawiania zębiny na mało suche i sterylne warunki jamy ustnej. Albo pacjenta nie stać na leczenie kanałowe. Albo ma rozbuchane periodontitis (swojska parodontoza), szynowanie kosztuje 400 zł. Ząb przedni, leczenie kanałowe refundowane, ale korona zniszczona poddziąsłowo, więc moim zdaniem do niczego się nie nadaje, a odbudowa na wkładzie z włókna szklanego kosztuje u nas 250 zł wzwyż. Korzenie, których nie da się przeleczyć, nie powinny pozostawać w jamie ustnej, bo to potencjalne ognisko zakażenia. A szczególnie powinny wylatywać u osób obciążonych, szczególnie chorobami serca czy cukrzycą. I co się wtedy robi? Się frustruje, ale się rwie i już, nie ma rady. Oczywiście są pacjenci, których stać na prywatne leczenie (ale zazwyczaj nie przychodzą do mnie), to może u nich to tak nie leci, ale ja – pogotowie bólowe – mam te bardziej zaniedbane sztuki.
I tak zawsze przed chwyceniem kleszczy tłumaczę pacjentowi, skąd taka, a nie inna decyzja o usunięciu. „Ten ząb się do niczego nie nadaje”, „w tym wypadku należałoby ten ząb usunąć, bo…” i tego typu rzeczy. „Można spróbować, ale moim daniem szanse powodzenia są bardzo małe.” Po czym pada sakramentalne pytanie „To co, rwiemy?”. Jeżeli moim zdaniem się da coś z tym zębem zrobić, żeby mógł dalej służyć, to namawiam na leczenie kanałowe.
Pyt. 8 – Czego chciał(a)byś mniej widzieć na blogu?
Równy rozdział głosów między sprawy osobiste, medycynę i opisy pracy, ale pozostałe 69,7% ankietowanych uważa, że wszystkiego jest w sam raz. Więc tak też pozostanie. ;)

Pyt. 9 – Czy informacje naukowe/medyczne zostały przedstawione w sposób zrozumiały?
Co dla mnie bardzo ważne – wszyscy odpowiedzieli mniej lub bardziej twierdząco.
Pyt. 10 – Czy objaśnienia za pomocą zdjęć użytych narzędzi w opisach pracy są wystarczające dla zrozumienia sytuacji?
Tylko jedna osoba raczej zaprzeczyła. Reszta odpowiedziała jak wyżej, choć jest przewaga odpowiedzi „raczej” nad „zdecydowanie”. Znaczy mimo wszystko muszę się poprawić.
Pyt. 11 – Jeśli w poprzednich dwóch pytaniach zaznaczyłeś/aś odpowiedzi 3-5, dlaczego nie poprosiłeś/aś autorki o dalsze wyjaśnienia?
Na 10 osób, które odpowiedziały na to pytanie, 2 się mnie boją. Nie gryzę. Robię się tylko oschła, jak ktoś zadaje mi po raz kolejny pytania wskazujące na lenistwo (raz się zdarzyło. Miałam ochotę napisać zwrot popularny wśród moich sieciowych znajomych: „Use Google, Luke„). ;) Reszta nie była wystarczająco zainteresowana lub samodzielnie poszukała dalszych informacji.
Pyt. 12 – Czy uważasz zawarte w blogu informacje naukowe lub wtrącone objaśnienia za użyteczne?
29 osób odpowiedziało mniej lub bardziej twierdząco (w tym dla 20 to możliwie przydatne ciekawostki). Bardzo mnie to cieszy.

Pyt. 13 – Jak ogólnie oceniasz bloga?
Jednej osobie się nie podoba. Ciężko zadowolić wszystkich ;)
Pyt. 14 – Płeć (Twoja i niczyja inna ;) )
Większość (dokładnie 2/3 ankietowanych) stanowią panie. Co nie oznacza, że będę teraz pisać o goleniu nóg czy gotowaniu. ;). Do tego drugiego może przejdę, jak się własnej kuchenki elektrycznej dorobię. ;)
Pyt. 15 – Wiek (Twój, zdecydowanie):
3/4 czytelników mieści się w przedziale 20-35. Licealistów/wczesnych studentów mamy tutaj pięciu, jednego gimnazjalistę i jedną osobę powyżej 35 rż.
Pyt. 16 – Wykształcenie (takoż Twoje, żeby nie było wątpliwości)
Mniej-więcej zgadza się z przedziałami wiekowymi. 23 osoby mają wykształcenie wyższe lub do niego dążą.
Swoją drogą, adnotacje w ostatnich trzech pytaniach, upewniające, że podajecie informacje o sobie, to chyba rezultat dobrego/dziwnego humoru. Takoż było z pytaniem o strach przed wizytą u mnie czy moje zrównoważenie psychiczne.

Jeszcze raz dziękuję za udział. Wychodzi na to, że nie muszę tu dużo zmieniać: może troszkę więcej i bardziej jasno tłumaczyć i unikać pisania bezpośrednio o pacjentach (typu pacjent, co to chciał usunąć sobie wszystkie zęby albo miał Jesień Średniowiecza w ustach), pozostając wyłącznie przy „przypadkach”, konkretnych zębach czy problemach.

Jeśli macie jakieś uwagi, chcielibyście przeczytać tutaj lub na „privie” moją opinię na jakiś temat (biorąc jednak pod uwagę, że o wielu rzeczach zwyczajnie nie wiem, nie używałam, nie umiem), pochwalić mnie lub kompletnie zjechać (przy czym ostrzegam, że nadesłane anonimowo w komentarzu „weź się lecz” spowodowało zamknięcie i zlikwidowanie mojego pierwszego, licealno-wczesnostudiowego bloga ;) ), to w zakładkach w dziale „Ja” macie dostęp do mojego adresu email (tylko przed wysyłką trzeba z niego wywalić to wypisane wielkimi literami), jeśli nie chcecie pisać w komentarzach (które zawsze czytam i bardzo często na nie odpowiadam). Kilka osób się zebrało na odwagę, przynajmniej jedna wie, że ja naprawdę nie gryzę i staram się być możliwie pomocna. I chyba da się ze mną pogadać.

Opalamy się

Kolejna sonda dla Was. Zainspirowana tym wpisem u dr Ewy. Ogólnie macie szansę udowodnić, że jestem inteligentna inaczej.

Jedna z nielicznych przydatnych rzeczy…

… wyniesionych z lekcji biologii w liceum, to powód, dla którego alkohol etylowy działa moczopędnie.

Mamy sobie hormon antydiuretyczny, zwany też wazopresyną. Diureza to mądre określenie na wydzielanie moczu przez nerki (akt oddawania moczu zwie się mikcją, gwoli ścisłości). Zatem wazopresyna hamuje produkcję moczu. Kumają?

Kumają, czytelników mam inteligentnych.

No więc alkohol etylowy blokuje hormon antydiuretyczny. Co za tym idzie, mocz produkuje się pełną parą, skoro hormon powstrzymujący ów proces (przez zwiększanie filtracji wody) działa słabiej niż normalnie. Dużo moczu wyprodukowanego = dużo moczu do pozbycia się drogą mikcji. Dlatego po alkoholu się sika.

Odkrywcze, nieprawdaż?

Nie wiem, czemu moczopędne (aczkolwiek w mniejszym stopniu – stwierdzone empirycznie) są również herbata i kawa, ale może kiedyś się dowiem.

Pozdrawiam wesoło
k. po wyżłopaniu puszki Warki Strong (z soczkiem malinowym).

Chlip chlip

Niech mnie ktoś psytuli…

A, tak po prostu. Dowiedziałam się, ile kasy mi sprzed nosa ulatuje i złapałam doła :(

Z drugiej strony, jeśli miałabym zostać w firmie z obecnym kontraktem na NFZ, plus procent z tego, co zrobię prywatnie, to nie muszę szukać drugiej roboty… O ile dostanę umowę na czas nieokreślony, co jest akurat mało możliwe…

Myślę, że zbliżająca się półrocznica w tej pracy to będzie dobra okazja do pojęczenia o podwyżce. Nieważne, że teraz mnie często nie będzie, ja mam duże potrzeby, o. ;)

Biedni ci simowie…

Jedni giną przyduszeni prawniczą pracą papierkową, inni kończą tragicznie w maszynie do makaronu… A już były plany proszenia wrednego szefa o awans…

Ale na chceliście umieściłam życzenie o wersji komputerowej. Najbliższe święto w sierpniu.

Marzenia nieco mniejsze

Pierwsza połowa lipca. Wypad na tydzień do Krakowa i potem tydzień w Warszawie. W planie: beztroskie opieprzanie się.

Ktoś chętny na spotkanie z wredną dentystką? ;)

PS. Nie mam o czym pisać. Poza tym, że mi prawie beznadziejne dłutowanie dzisiaj wyszło bez niczyjej pomocy, a już miałam zrezygnować. Zgniłe korzonki są bleh.

Kawa

Pijam czasem. Dzisiaj na przykład wyżłopałam kawę z mlekiem w McDonald’s w ramach dobudzania się przed kursem. Zazwyczaj w moich żyłach płynie kofeina z czarnej herbaty (czy teina? Nie wiem), kawę (głównie słodzone latte) siorbię dla smaku. Tak czy siak, niemal zawsze przy zamawianiu kawy przypomina mi się jedna malutka scenka z filmu „Góra Dantego” i często ją cytuję, a świadkowie nie wiedzą, o co chodzi. To się może teraz dowiedzą.

Sumienie uspokojone

Jak na sumienną dentystkę przystało, dziś po raz pierwszy od roku usiadłam „po drugiej stronie wiertła”, u jednego z panów z naszej lekarskiej obsady. Oczywiście denerwowałam się już kilka dni temu, nie wiem, czemu. Może tym, że niniejszym dołączam do reszty rodziny, która zdradziła naszego dentystę ;). Pan doktor ząbki mi dokładnie przejrzał, znalazł jeden ubytek do zrobienia teraz i dwa do obserwacji. Jak oświadczyłam, że chcę znieczulenie, zaczęli się ze mnie śmiać, ale je dostałam :). Ogólnie miałam „full serwis”: ubytek opracowany i wypełniony porządnym kompozytem, do tego skaling tej odrobinki kamienia, która zdążyła mi się osadzić przez ostatnie chyba 3 lata ( :> ), plus piaskowanie, po którym nie powinnam pić herbaty do jutra rana. Za późno. ;)

Znieczulenie zeszło, wszystko cacy, nic nie zapłaciłam, ogólnie jest fajnie. Zazwyczaj moje wypady do dentysty kończyły się cyklem trzech wizyt, ze zrobionymi dwoma zębami na każdej i ok. 150 zł mniej w portfelu. Najwyraźniej, ekhem, higiena mi się poprawiła ;). Chyba czasami dobrze, żeby sobie przypomnieć, co przechodzą pacjenci na fotelu. Np. mój dentysta praktycznie zawsze używał turbiny (bardzo szybkiej wiertarki), nawet w dość głębokich ubytkach. Tym razem poczułam na sobie efekt działania kątnicy (nieco wolniejszej) i wiertła różyczkowego.

Ogólnie sumienie uspokojone. Kolejna kontrola pod koniec stażu ;).