Archiwum miesięczne: Luty 2011

Podwójna ciotka

Godzina: 9:15.

Waga: 4 370 g.

Długość ciała: 59 cm :)

Witamy na „zewnątrz” Idę M.

Niniejszym od dziś oficjalnie jestem podwójną ciotką :)

Uściski i gratulacje dla mojego Rodzeństwa i rodzinki :D. Niech Wam dziecię zdrowo rośnie :D

Zębowe sumienie dentystki

Od kilku dni chodziła za mną ochota na zeżarcie ptysia. Ot, tak wpadło mi do głowy i nie chciało wypaść. Nie jestem wielką fanką ptysi: są przeraźliwie słodkie, łatwo skończyć z cukrem pudrem na spodniach, poza tym do ich zjedzenia potrzebne są dwie ręce – niepraktyczne. Ale dziś po pracy, którą skończyłam planowo, i pozbyciu się starego laptopa, podjechałam do cukierni i wzięłam ptysia na wynos.

Zeżarłam go ze smakiem w ramach deseru po obiedzie. Nadziewany był typową, ptysiową pianką (nie śmietaną), był przeraźliwie słodki, wyleczyłam się z ochoty na ptysie na kolejnych kilka lat.

Gdyby moje zęby umiały mówić, pewnie bym ogłuchła od tego krzyku protestu. Normalnie niemal czułam, jak cierpną z przerażenia. Nie odzywają się przy kolejnej kostce czekolady czy Mentosie po pracowej przegryzce (Mentosy zawierają cukier), ale ten ptyś, to moje marzenie od ponad tygodnia, wywołał protest.

W moim sumieniu, bo zęby mam najwyraźniej w takim stanie, że tona słodkiego jeszcze nie wywołuje wyczuwalnego sprzeciwu. Za chwilkę pójdę i ząbki sobie umyję, ale na razie pozwolę sobie czuć ten sztuczny smak ptysiowej pianki, podlanej herbatą.

Trzeba sobie czasem sprawiać małe przyjemności. Ta mnie kosztowała 1,65 i teraz mi dobrze. Ząbki uspokojone perspektywą mycia też ucichły.

Miłego weekendu życzę. :)

Wiosna idzie!

I nieważne, że bywa 13 stopni mrozu w nocy i -9 w dzień. Że śnieg leży i bardzo zimowo chrzęści pod stopami.

Wiosna idzie, bo…

O 17 jest jasno.

PS. Jak widać, moja dzisiejsza popołudniówka nie była taka zła. ;)

Skrótem

Moja wątroba nadal działa, autko przestało pierdzieć po spędzeniu 8 godzin u mechanika, zaś na forum, gdzie wklejałam swojego fanfika, zaczęto mnie doceniać po wrednym szantażu („Jak nie będzie komentarza, nie będzie dalszego ciągu”).

Jem sobie rodzynki w czekoladzie, czekam, aż mi herbatka przestygnie, coby miodu do niej dodać, mam cudowną świadomość, że nic nie muszę. Ogólnie jest fajnie.

Jutro popołudniówka i prawdopodobnie przestanie być tak super ;)

Narzekadło

Oddałam dzisiaj krew. Na badania na parametry wątrobowe, albowiem obie z codziennie branych piguł działają dość obciążająco na wątróbkę. Wykrwawianie się w bardziej szczytnych celach (i w większej ilości) może za kilka miesięcy. Zresztą, miałam to badanie zrobić już dobrze ponad miesiąc temu… No cóż ;). Tak czy siak, lewą łapkę mam teraz z lekka obolałą i sztywną w łokciu. Całe szczęście, jestem praworęczna, więc dzisiejsze rwanka sztuk dwa odbyły się bez komplikacji.

Poza tym, jutro i w piątek czekają mnie w sumie 4 trzykilometrowe spacerki, jupi. Jutro rano muszę zostawić samochód w warsztacie motoryzacyjnym, przejść wspomniane 3 kilometry do pracy (mam na 9, więc będzie zzzzzzimnoooo!!! Chyba wezmę moją czapkę uszatkę ;) ), potem po pracy odebrać autko (po drugim pieszym spacerku) z kosztorysem napraw (tłumik być może i jedno nadkole na pewno do wymiany). W piątek powtórka z rozrywki. Może mój dzielny Mikrus przestanie pierdzieć. Zaczęłam się śmiać, że niedługo w firmie będą słyszeć, jak wyjeżdżam spod domu do pracy (jakieś 12 km ;) ).

Nagle wyskoczyła okazja nie do przepuszczenia: przyjaciółka przyjaciółki mojej mamy szuka opiekunki dla swoich trzech kotów (w tym jeden leczony) na 2 tygodnie w wakacje… w Londynie. Jedyny problem: brak kasy. Z mojej, wynoszącej niecałe 1500 zł pensji ponad 900 zł to wydatki stałe (raty za komputer i samochód, plus benzyna), więc z oszczędzeniem może być kiepsko. Ale może potruję trochę rodzicom głowę, w końcu oni, kurrrna chata, co roku gdzieś jeżdżą, a ja się kiszę w domciu z przerwami na siedzenie w Warszawie. Skoro chciałabym pojechać do Londynu i pogadać trochę po angielsku, to okazja rewelacja… Lepsza niż w przypadku zorganizowanej wycieczki, bo sama będę musiała sobie wszystko załatwić i nikt mnie nie będzie na siłę gonił po mieście ;). Będziemy myśleć :). Może na początku sierpnia by się udało :).

Poza tym, czuję się niedoceniona pisarsko (ale nie tu – spadliśmy w rankingu, ale poprzedni wynik był spowodowany LDEPem i związanym z nim znacznym wzrostem ilości odwiedzin), nie mam siły się zabrać za obiecane notki edukacyjne i niniejszym zabieram się za dalsze czytanie zbioru opowiadać Arthura Conan Doyle’a. Niewiele brakuje, a komp doszczętnie wessie mój mózg. Niekompletny zresztą ;).

Howgh :)

EDIT: Ha! Jednak mnie ominie 12 km piechotką. Być może moje autko zostanie naprawione już jutro :>.

Colgate znowu pobija rekordy

idiotyzmu swoich reklam. Tym razem mamy pana w centrum handlowym, który pyta przypadkową panią o skuteczność jej pasty do zębów. Pani twierdzi, że jej pasta jest dobra, ale w podczas jakiegoś superhiperzaawansowanego testu okazuje się, iż guzik. Po zmianie pasty efekty są już znacznie mniej malownicze, znaczy – pasta skuteczna.

Tak, czepiam się, ale wolałabym obalić pewien mit w sposób typowy dla mnie, znaczy zgryźliwy.

Z tej reklamy wynika, że choćbyśmy myli zęby palcem, to dzięki paście Colgate będziemy je mieli idealnie czyste i w ogóle och i ach.

Filozofia mycia zębów polega na usuwaniu płytki nazębnej. Płytka nazębna to połączenie bakterii, wydzielanych przeze nie substancji (nie będę się zagłębiać, kto ciekawy, to sobie poczyta) i składników śliny, które zaczyna się osadzać na zębach już w kilka minut po ich umyciu. Jej obecność jest wskaźnikiem skuteczności higieny jamy ustnej. Nie da się jej usunąć przez np. wypłukiwanie, należy to zrobić mechanicznie.

Szczoteczką do zębów. Z pastą.

Nie: pastą na szczoteczce. Szczoteczką z pastą. Zwróćcie uwagę, co tu jest na pierwszym miejscu. Jeśli się zmieni pastę, a nadal myje się zęby w nieprawidłowy sposób, to efekty owej zmiany z dużą dozą prawdopodobieństwa wcale nie będą tak wyraźne.

Reklama kłamie.

A ja uwielbiam się czepiać. Chyba się zgłoszę do administracji znajomego forum po więcej władzy. ;)

Kreativ Blogger

Zostałam ustrzelona przez getpink, bardzo dziękuję :). Nadeszła ta „zagwozdkowa” część nominacji, mianowicie wypisanie 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie. Problem jest tylko taki, że większość osób zna mnie z „reala” lub poprzednich sieciowych wcieleń, w których znacznie chętniej pisałam o rzeczach zdecydowanie bardziej prywatnych, i zapewne nic z tego, co wypiszę poniżej, nie będzie niespodziewajką. Ale spróbujemy.

1. mam za sobą profesjonalny odwyk od komputera. Może nie całkowity, bo to było na studiach, a wtedy bez kompa ani rusz. Niestety, prawdopodobnie znowu by mi się przydał (może tym razem mniej profesjonalny), zapewne bliżej terminu wrześniowego LDEPu.

2. kiedyś, jakieś 11-12 lat temu, bardzo solidnie wkurzyłam mojego już ś.p. kota, którego nic nie było w stanie ruszyć. Do dziś mam po tym dokonaniu dwie pamiątki: bliznę po głębokim zadrapaniu na prawym nadgarstku i po rozdarciu na lewej małżowinie usznej (pod włosami nie widać). Był to moment, w którym wyleczyłam się z wkurzania kotka – do oka było niedaleko.

3. lista miast, do których bym chciała pojechać, jak będę sławna i bogata: Londyn (może trochę wcześniej), Nowy Jork, Sidney.

4. cechy wyglądu (zwracam uwagę: wyglądu) mężczyzny, na które zwracam największą uwagę: w twarzy oczy i… nos z profilu. Wysoki wzrost. Głęboki głos. Mrr.

5. podziwiam osoby, które umieją grać na jakimś instrumencie. Najbardziej podobają mi się skrzypce i gitara.

6. uwielbiam śpiewać. Niestety – czy może na szczęście – robię to wtedy, kiedy nikt nie słyszy, np. podczas prowadzenia samochodu albo zagłusza mnie muzyka. A najgłośniej śpiewam z radości (po zdaniu LDEPu to wyłam chyba 4 czy 5 razy w kółko) ;).

7. gimnazjum skończyłam ze średnią 5,7 ;).

Z mojej strony nominacje lecą doooo… uwaga, chwila napięcia… Będzie branżowo: dr-mery (za „zapitolnik” i za godne reprezentowanie studentów stomatologii na blogosferze) i prawie-kardiologa (na to, że jest normalna i wie, do czego dąży ;) ). Mam nadzieję, że nie byłyście wcześniej ustrzelone ;).

Tak jeszcze pozanominacyjnie, dzięki akcji kolegi Quentina i mobilizacji kilku dodatkowych, skrytych czytaczy, adres profilu tego bloga na Facebook wygląda teraz tak – http://www.facebook.com/TheKFiles. :)

Bywa

1. fajnie.
Kiedy dziecko całą wizytę przesiedzi wzorowo na fotelu. Albo kiedy pacjent pożegna cię szczerym i dobitnym „Dziękuję”. Albo jak odbudowa przedniego zęba wyjdzie tak ładnie, że w ogóle nie widać, że połowa całości to klasyczny kompozyt.

2. fascynująco.
O poranku lubię widok nawiniętej na miazgociąg miazgi ;). Wkłada się takie narzędzie do kanału zębowego, obraca kilka razy i wyciąga z nawiniętym szarawym (bądź czerwonym) czymś. Mlask mlask. Książkowo. Po to są miazgociągi.

3. osłabiająco.
Pacjent z obrzękiem, podobno od wczoraj. Obmacuję delikatnie zmianę… I ze szczeliny między zębem a dziąsłem zaczyna się niemal wylewać brązowa, śmierdząca ciecz. I nie można wtedy zemdleć. Ogólnie osoby, które panicznie boją się igieł, widoku krwi (a tej nie brakuje, nawet w stomatologii zachowawczej, o chirurgii nie wspomnę), widoku ropy czy masakry w ustach powinny się zdecydowanie zastanowić, czy się nadają na dentystę.

4. męcząco.
O tym już było. Czasem, jak dziś, nie ma nawet specjalnie czasu, żeby łyknąć herbaty czy coś zjeść. Z jedzeniem ograniczam się do minimum, żeby mi w brzuchu nie burczało. Bo powinnam skończyć za godzinę, a na poczekalni jeszcze trzech pacjentów (potencjalnie -1,5-2 godziny pracy). W takie dni chce się udusić wszystkich pacjentów, którzy przychodzą z bólem po określonej godzinie.

Notka bez sensu, bo padam na dziób. Dzisiaj w pracy miałam w sumie trzy ostatnie punkty. Ale chciałam coś wkleić, więc macie to. O.

A tak w ogóle, jeśli znajdzie się ponad 25 osób, które lubią profil bloga na FB, to będę mogła owemu profilowi przypisać tzw. nazwę użytkownika :>. W tej chwili jest ich tak naprawdę 22 (ramka tutaj nie zaakceptowała faktu, że ktoś przestał ją lubić ;) ).

Okresy wyrzynania się zębów

Z pozdrowieniami dla Tomasza C., który na uczelni wprowadził mnie i moje koleżanki z grupy w świat ortodoncji w sposób tak przystępny, że jeszcze długie lata będę Go wspominać z rozrzewnieniem. To z notatek na podstawie jego zajęć powstała poniższa notka.

Wiele razy w statystykach pojawiało się odpowiednie zapytanie. Nasz klient nasz pannnn! Terminy orientacyjne.

Zęby mleczne (cyferkami – „1” to jedynki itd. Zęby dolne wyrzynają się zazwyczaj trochę wcześniej od górnych):
1 – 6-8 miesiąc życia (mż)
2 – 8-12 mż
4 – 12-16 mż
3 – 16-20 mż
5 – 20-30 mż

Zęby stałe:
6 – 6 rok życia (tak tak, szóstki to już zęby stałe! Wielu rodziców o tym nie wie :( )
1 i 2 – 8 rż (w kolejności – 1 dolne -> 1 górne -> 2 dolne -> 2 górne)
4 – 10 rż
3 dolne – 10 rż
5 – 10,5 rż
3 górne – 11 rż
7 – 11-13 rż
8 – 20 rż i później.

Emocjonalnie

Wczoraj:
– oblałabym zdany egzamin, ale z racji robienia za kierowcę ograniczyłam się do Karmi, wyżłopanego ok. 16. Rodziciel odbierany z imprezy po 20 i tak zapytał z wyrzutem, czy ja teraz po tym Karmi prowadzę. Chyba się uspokoił, jak go uświadomiłam, że owo pseudopiwo ma 0,5% alkoholu i nawet to zapewne zdołało już wywietrzeć.
– poza tym, zamówiłam sobie przez empik.com „Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”, czyli zbiór wszystkich opowiadań Arthura Conan Doyle’a o rzeczonym detektywie. Na razie mogę czytać rzeczy nienaukowe bez wyrzutów sumienia. Choć powinnam seriale wreszcie nadrobić, a nie się ciągle ślinię do jednego gościa z dziwną twarzą (tak, tego, którego zdjęcie wklejałam tu kilka dni temu z pytaniem o kolor oczu)…

Dziś:
– standardowe sprawdzenie Top1000 zaowocowało taką oto wiadomością. Dziękuję bardzo za prawie 2000 odwiedzin (wg Bloxa) w zeszłym tygodniu, z 133 wejściami wczoraj (wg Countomatu) włącznie :). Jest to o tyle stresujące, że to ciekawe notki generują wejścia. Z drugiej strony chyba nie mam konkurencji, jeśli chodzi o blogi dentystyczne. Póki co ;).
– z pracy wróciłam należycie wypluta. Brak przypadków godnych uwagi (może poza bardzo szybkim i przyjemnym usuwaniem czterech zepsutych ząbków pod rząd), jeno pacjentów bólowych łot chalery, myślałam, że stamtąd nie wyjdę. Teraz żłopię sobie winko i mam nadzieję, że a) się jakoś wyśpię, b) że mi paliwa w drodze powrotnej z pracy jutro nie zabraknie, c) ktoś mi w końcu poleci mechanika niedaleko firmy, który mi naprawi dziurawy tłumik. Pierdzi to moje autko coraz bardziej.
– rano zdałam sobie sprawę, że z tą pieczątką i książką Doyle’a to nie był taki super pomysł. Bo tłumik do naprawy i spodnie do kupienia. No cóż. Od teraz trzeba się ograniczyć do rzeczy, które są mi niezbędne do życia ;).

Czego pragną czytelnicy – z haseł w wyszukiwarkach:
„czy moge pracowac z ograniczonym prawem wykonywania zawodu po ukończeniu stazu” – AFAIK możesz, ale na zasadach ze stażu. O ile ktoś Cię tak zatrudni.
„dlaczego studenci stomatologii leczą bez znieczulenia” – nie mam pojęcia. Jak nie umieją znieczulać, powinni ich w tym zastąpić prowadzący.
„jak zdać LDEP” – trzeba albo się uczyć z wymienionych na stronie CEM podręczników, albo pamiętać sporo z zajęć. I myśleć logicznie. I być dobrym strzelcem. Najlepiej wszystko naraz ;).
„kiedy wypadna mleczne zabki trojki” – trójki stałe wyrastają ok 10-11 roku życia. Mleczne trójki powinny zatem wypaść chwilkę wcześniej.
„pruchnica na dystalne” – a tu nie wiem, o co chodzi ;)
„frustracja zęba” – pewnie typowy stan psychiczny zęba, jak się o niego nie dba.
„ile spotkan aby zrobic proteze zebowa z NFZ” – książkowo 6. Wycisk wstępny, wycisk czynnościowy, kształtowanie zgryzu (na wzornikach zwarciowych), próba protezy woskowej, oddanie protezy gotowej, wizyta kontrolna. Wow, pamiętam jeszcze… Zresztą prywatnie powinno być tyle samo ;). Chociaż tu zalezy, jaka proteza.
„kiedy wyrzynają się siódemki” – chyba pisałam. Ok. 13 roku życia.
Dalej mi się nie chce szukać ;)

Notka taka sobie, bo mózg mi się wyłącza. Dobranoc.