Dziś odkryłam

sposób na usuwanie potencjalnie „trudnych” zębów.

Mianowicie, na widok ząbka z koroną zeżartą do poziomu dziąsła (czyli praktycznie bez korony) należy się na wstępie negatywnie nastawić.

„Nieee, to nie wyjdzie, będę pana musiała odesłać do chirurga… Ale może jednak spróbuję…”

Już dwa razy tak „spróbowałam” i dwa razy wyszło. W tym raz dzisiaj.

Bo jak ząbek jeszcze koronę ma, to w 70% przypadków owa korona się pokruszy i trzeba będzie wołać szefa. W jakimś, choć niewielkim, procencie, szef każe wypisać skierowanko do chirurga.

Jak wygram w Lotto i będę miała własny gabinet, to się w próbowanie bawić nie będę. Wszelkie pieńki dostaną kopa. O.

Aczkolwiek nie obiecuję.

Ogólnie zapitolnik ((c) dr-mery) przedświąteczno-przednoworoczny, w pokoju mam burdel, dużo możliwości dorywczego dorabiania, którego mam już w gruncie rzeczy dość, nie ma kiedy posprzątać, nie mam pomysłów na ostatnie drobiazgi dla rodziców i ogólnie jest niefajnie.

Ale za to jutro tylko na 2 godzinki do pracy :>. Podobno dyżur dla obolałych. Czasowo powinnam przyjść 3 pacjentów. 2 mam już zapisanych. Czarno to widzę.

Już chodzi mi po łbie myśl o wzięciu urlopu. Pewnie zrealizuję ją w okresie około-LDEPowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.