Zmęczona dentystka

Wczoraj przed pójściem do pracy musiałam robić jeszcze w domu i nie byłam z tego powodu szczęśliwa. W dodatku zadzwonił Rodziciel z zapowiedzią, że prawdopodobnie będę musiała robić do nocy. Takiej godzinowej nocy, bo za oknem noc się zaczyna przed 17.

W przychodni na początku szło całkiem nieźle. Siedmioosobowy tłum pacjentów z bólem został szybko poskromiony dzięki pomocy szefa i lenistwu niektórych moich zapisanych pacjentów. Pod koniec zaczęły się jednak ze mną dziać dziwne rzeczy.

Powrócił problem z podejmowaniem decyzji. Jednego albo dwóch pacjentów odesłałam z tego powodu z „opatrunkami” w zębach, ze strachu, że im zafunduję leczenie kanałowe przy dalszym wierceniu, które jednak byłoby konieczne, gdybym chciała wypełnić im te ubytki na stałe. Mało profesjonalnie, ale powiem szczerze, trudno. Zaczęły mi wypadać z rąk wiertła i paski metalowe. Po 16 zgłosił się kolejny pacjent z bólem (trochę za późno i szczęśliwi z tego powodu nigdy nie jesteśmy), a mi już wszystko opadło.

Doszło do tego, że sprawdzałam kalką zgryz po lewej stronie pacjenta, zamiast po prawej, gdzie był robiony ząb.

Ostatecznie wyszłam kilka minut przed czasem, ostrożniutko wróciłam do domciu, zjadłam obiad i zabrałam się za drugą pracę, którą szczęśliwie skończyłam troszkę po 21. Nie było zatem tak źle.

A przed spaniem poczytałam sobie „Znaczy Kapitan” K.O. Borchardta, którą to książkę (dostępną pewnie w bibliotekach) polecam wszystkim, którzy lubią książki historyczne, przygodowe i marynistyczne, najlepiej naraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.