Samobójstwo z miłości

Czasami przeglądam statystyki bloga i wpadam na strony, z których ludzie wpadli do mnie. Raz mnie skierowało na bloga jakiegoś dziewczęcia.

Linka do mnie w zakładkach niet, ale po prawej stronie jest panel z bloxa, z którego można było przejść do mnie jako następnego bloga. Ja tego nie mam, bo jestem cwana, mam znajomych grafików, którzy mi powiedzieli, co trzeba wstawić w CSS, żeby tego nie było ;).

Przejrzałam pobieżnie treść owego bloga. Autorka pisała go przez 2 miesiące. W treści kilku ostatnich wpisów przeważały wyznania o utraconej miłości, o jej wiecznie trwającym uczuciu wobec faceta, którego straciła (porzucił ją? Nie mam pojęcia, nie doczytałam) i o planach samobójczych.

Współczuję, naprawdę.

Ale laski kochane, TAKICH RZECZY SIĘ NIE ROBI!!!

Co Wam to da, że będziecie jęczeć, płakać, wydzwaniać, wyznawać miłość i błagać faceta o powrót. To tylko odstraszy dalej delikwenta, a jeśli nawet wróci pod wpływem szantażu, to już nie będzie miłość. To będzie zmuszanie się. A chyba nie o to chodzi.

Ostatnio matula dość intensywnie edukuje mnie w sprawach uczuciowych, podrzucając książki z męskim punktem widzenia w związkach z kobietami. W jednej z nich (seria z zołzami Sherry Argov – panie niech sobie znajdą w internecie, ja upolowałam ebooka; panowie sami dobrze wiedzą, czego chcą ;) ) zasada atrakcyjności nr 1 brzmiała: „To, za czym się ktoś ugania, ucieka mu sprzed nosa.” Kawałek dalej wypisano jak byk: „Mężczyzna traci szacunek dla kobiety, która zabiega o jego względy, zwłaszcza gdy robi to zbyt natarczywie.”

Po tym i jeszcze więcej stwierdziłam, że w sumie muszę traktować nowopoznanych facetów jak mojego kumpla, którego znam od prawie ośmiu lat (i który przyjedzie do mnie na Sylwestra, będziemy oglądać filmy, zjemy kolację i wypijemy wińsko, a nic więcej z tego nie wyniknie i ogólnie będzie fajnie, bo niczego więcej się nie spodziewam i nawet nie chcę – sorry ;) ). Znaczy pełna swoboda, nie boję się mówić o tym, co lubię, czego nie, na co mam ochotę. Jak się nie podoba, to niech spada. Jak się podoba, to niech kombinuje, żeby było z tego coś więcej.

Już na pewno nie będę robiła wystawnych kolacji, płaciła rachunki za wystawne kolacje, wieszała się na facecie, jakby był jedynym na świecie (bo nie jest i nigdy nie będzie) i niemal na pewno się z jego powodu nie zabiję. Jeśli wytnie mi jakiś numer, to ja mu wytnę małą zemstę, po czym wzruszę ramionami i najprawdopodobniej zapoluję na następnego.

Bo faceta w tym 33-metrowym mieszkaniu fajnie by było od czasu do czasu mieć. Jako towarzysza życia, ale nie jako powietrze.

Zresztą, zakocham się i życie zrewiduje poglądy. Teoretycznie jestem przygotowania. Praktycznie… to temat do Rezerwatu. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.