Przeszło mi.

To była chyba wirusówka-jednodniówka. Gorączka trwała jakieś 4 godziny (zaczęło się przed 19, po kolacji walnęłam się do wyra, po 22 poczułam się na tyle dobrze, że byłam w stanie się umyć i przebrać do snu). Wczoraj w pracy jeszcze nie byłam w pełni sił, ale przetrwałam nawet dodatkową godzinę (pacjentów było mnóstwo). Pracowałam cały czas w przyłbicy, bo pod maseczką się pociłam. Zresztą chyba pozostanę przy tej opcji, w sumie wygodna jest. Mimo okularów czasem mi coś w kierunku ślepi poleci. Ogólnie mam nadzieję, że ostatni dzień pracy przed długim weekendem uda mi się przeżyć sprawniej, niż wczorajszy.

W nagrodę moja mama wczoraj mierzyła sobie temperaturę…

Ogólnie jesień.

Tak z innej beczki:
Postanowienie na pracę postażową: wszelkie dłutowania będę odsyłać do kogoś innego. (dop. 2014 – buhahahaha.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.