Szewc bez butów chodzi…

a dentysta ma problem z zębami.

Z ósemkami dolnymi konkretnie. Z tymi, co do których usunięcia się waham.

Nie ma próchnicy, bo wyleczona. Nie ma zapalenia miazgi. Jest cholerne utrudnione wyrzynanie i kieszeń kostna od strony dystalnej (czytelnicy powinni już wiedzieć, gdzie to jest). Standardowy przypadek. To nie ząb mnie boli, tylko dziąsło za nim. Nie mogę nawet porządnie ust rozewrzeć.

Według prof. Bartkowskiego (a właściwie jego podręcznika, który był podstawą przetrwania na chirurgii stomatologicznej na studiach) kieszeń kostna i nawracające stany zapalne, plus stłoczenia zębów przednich dolnych, są już wskazaniem do usunięcia zębów mądrości.

Decyzja niemalże podjęta. W maju biorę tydzień urlopu. Nie mogę wcześniej, bo i tak jestem na pigułach, które pogarszają gojenie (jako efekt uboczny), a brać je będę jeszcze kilka miesięcy. Miesiąc przed urlopem zadzwonię do dermatologa w sprawie mojego pieprzyka i poszukam chirurga stomatologicznego, który usunie mi przynajmniej jedną ósemkę. Zapiszę się od razu na usunięcie drugiej i wtedy też wezmę kolejny dzień urlopu. Może do tego czasu dożyję. Ósemek mi od ręki raczej nikt nie usunie, choć mam pantomogram sprzed dwóch lat i korony obu zębów w sumie widać w ustach niemalże w całości.

Na razie ratuję się płukaniem ust roztworem wody utlenionej. Pewnie nic to nie da, ale ogólnie to dobra okazja do sprawdzenia skuteczności tego, o czym nam mówią na zajęciach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.