Jak na złość

Miałam przyjmować prywatnie. Powitała mnie jednak pełna poczekalnia osób z bólem zębów (mamy obowiązek ich przyjąć). Pierwszy ponadprogramowy przypadek rozciągnął się poza wszelkie normy, a wszyscy zapisani pacjenci niestety przyszli (często się zdarza, że nie przychodzą i potem albo siedzę jak kołek w socjalnym, albo wychodzę wcześniej z pracy). W rezultacie dzień pracy przedłużył mi się o ponad godzinę, na koniec byłam kompletnie wymięta. Niby tylko 5 godzin. Zaczynam się bać, co będzie jutro, bo pacjenci uwielbiają przychodzić na popołudniówki.

W dodatku chyba coś mnie bierze. Gardło raczyło odpuścić (czasem sobie kaszlnę, ale na pewno jest lepiej), ale nie mam pojęcia, czy moje padnięcie i brak apetytu to po prostu jesień, czy coś się we mnie tli.

Już wnioskowałam u szefa o zmianę grafiku na bardziej ściśnięty, potem będę apelować o zakup nielateksowych rękawiczek. Moja prawa łapa jest w coraz gorszym stanie…

A tak poza tym w takie dni jak dziś mam ochotę wywalić z fotela osoby, które przychodzą z „bólem”. Oczywiście nie mogę i pozostaje mi się dalej uśmiechać i leczyć ów „ból”. Jednak praca w usługach czasami jest do kitu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.