Poniedziałkowo i chaotycznie

Przez bite 6 godzin dopijałam jeden (termo)kubek z herbatą, zjadłam kilka ciastek Lu Go! na sam koniec pracy, nie było nawet kiedy zrobić siku. I tak dobrze, że dwóch pacjentów nie przyszło (o czym się dowiedziałam 45 minut przed końcem mojej „zmiany”). Ogólnie dużo bólowych przypadków, a zazwyczaj spadają one na mnie. Żeby było śmieszniej, żaden taki „ból” nie skończył się dziś leczeniem endo. I na koniec relaksujące udrażnianie kanału, jak ja to lubię.

Ogólnie chaotyczność notki wskazuje na to, jak bardzo padnięta jestem.

Ale jedno trzeba przyznać: jak się ma co robić cały czas, to 6 godzin mija jak z bicza trzasł.

Szef mnie wysyła na jakiś darmowy kurs o czujności onkologicznej. Jako stażysta mam obowiązek uczestniczyć we wszystkich kursach, na jakie pan doktor postanowi mnie wysłać, więc sobie w następną sobotę śmignę na wciąż ważnej legitce studenckiej na wspomniane szkolenie. Nie marudzę, stwierdzam fakt. To będzie pierwsza okazja do poznania jakiegoś przystojnego pana dentysty. Ładne spodnie i marynarka od dzisiaj się szyją u krawcowej, do tego czasu będą gotowe. Buty na obcasach, makijaż i można podbijać serca. I się uczyć przy okazji, oczywiście ;).

Jutro mój stalowy rumak przeżyje wymianę tylnych opon na zimowe (z przodu już mam). Miałam jeszcze wysłać koleżance z roku niżej płytę z materiałami z wykładów z I semestru 5 roku, ale niechcący zaśpiewałam taką cenę, że dziewczę zwątpiło (chcę coś mieć z tego mojego biegania na wykłady i robienia „notatek”). Może się jeszcze potargujemy. Po co mi ta płyta…

Ogólnie tak sobie życie mija.

Będą ciotką dwóch dziewczynek. Zresztą jednej dziewczynki już jestem (i kiepsko się w tym sprawdzam), ale dojdzie druga. I fajnie :). Jak byłby chłopiec, też by było fajnie :).

Tak BTW, info dla rodziny: jeśli na święta usłyszę choć jedno życzenie o mężu i dzieciach (o mieszkaniu można, jak najbardziej), to się, kurna, wku*wię.

PS.: Życzenia rodzinne pewnie usłyszę. Choćby nawet składano je dla jaj.
PS.2: Errata: było jedno endo po bólu. Zgorzel w mleczaku. Mlask mlask…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.