Cudna pogoda

Dużo czasu na różniste rozmyślania, więc notka też będzie chaotyczna. Koniec z kreowaniem wizerunku spokojnej dentystki.

Rodzicielka sprowadziła sobie koleżankę. Siedzą i plotkują. Też o mnie. Akustykę w domu mam genialną – na parterze słychać, jak ktoś kręci się po dalekim kącie piwnicy. Trup jakiś czy inna mysz. Plotki w innej części domu to żadna tajemnica.

[Phi tam, mysz – której nie mamy – w piwnicy. Na strychu miewaliśmy nietoperze! A ostatnio wleciał wróbelek. Otworzyliśmy okno i wyleciał.
Nevermind.
Tak poważnie, nie jest tak źle z tą akustyką. Przy zamkniętych 3 parach drzwi między pokojami, słychać tylko głośny śmiech ;)]

Te wszystkie plotki sprowadziły się do nakreślenia moich priorytetów życiowych, oczywiście nie przeze mnie. Porządne zdanie LDEPu, po drodze jakiś mężczyzna, potem zaliczenie egzaminu językowego, w międzyczasie specjalizacja. Single podobno żyją krócej od niesingli. Fakt, jak coś się stanie [osobie w związku – przyp. aut.], ma przynajmniej kto zadzwonić po karetkę… A mnie się to moje własne M zaczęło marzyć jeszcze intensywniej.

Do LDEPu zacznę się uczyć, jak zarobię na książki i materiały. Co do języka, moja angielska pasja (o której może kiedyś napiszę więcej) dźga mnie kijaszkiem, cobym w jakiś dzień z dodatkowymi 700 złotymi w portfelu zdała egzamin na poziomie Advanced (czyli wyżej od FCE). Do tego trzeba się uczyć, co mam zamiar uczynić, w przerwie od poznawania podstaw hiszpańskiego. Może kiedyś. Dużo tych marzeń do spełnienia.

Zaś odnośnie mężczyzny, rodzeństwo kiedyś wymyśliło, żebym utworzyła gniazdko pseudorodzinne z moim bliskim, acz niezdecydowanym życiowo znajomym płci męskiej. Znajomy sobie wegetuje w stopniu podobnym do mojego, aczkolwiek ja prowadzę swoją karierę zgodnie z wykształceniem ;). Zamysł był taki, że jeśli nie znajdziemy innych partnerów do któregoś-tam roku życia, powinniśmy się pobrać i stworzyć związek małżeński „przez zasiedzenie”.

Jeśli mój znajomy to czyta (w co wątpię), niech się nie martwi, bo pomysł dowcipny, ale nie mam zamiaru go realizować ;).

Czyli ogólnie: z lekka stuknięta, samotna dentystka szuka rozwiązania dla swoich licznych problemów ;).

[EDIT przy przenoszeniu 26.5.2014 – fragment o związku przez zasiedzenie jest w tej chwili o tyle zabawny, że ze wspomnianym znajomym dwa lata dzieliłam „status związku” nieco bliższy, niż „znajomi”. Związek rozszedł się po kościach. Do egzaminu językowego nie próbowałam nawet podejść, do tej pory nie zaczęłam się też uczyć hiszpańskiego. Co jest akurat przykre.]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *