Kategorie
Archiwalne Osobiste

Logika 5:55

Trzeba zjeść śniadanie. Otwieram nowy woreczek z musli. Sypię sobie do miseczki i z szuflady biorę zacisk – nie taki chirurgiczny, tylko do torebek. Zamykam torebkę. Myślę o przydatności zacisku przy woreczkach do lodu. Dwie sekundy później prawie zamykam torebkę z musli w zamrażalniku.

Nie mogłam spać, wstałam o 4. Muszę zrobić zakupy, pomyślałam, że pojadę do Tesco, jedynego sklepu otwartego o tej porze. W sumie dobrze, że przed wyjazdem postanowiłam coś zjeść…

Dzień dobry wszystkim. Jeszcze 7 dni roboczych do przerwy świątecznej.

PS.: Prawie wywaliłam ten wpis przed publikacją, niechcący. W niedzielę po ciężkim tygodniu pracy powinno się spać do 10 (jestem skowronkiem, 10 rano dla mnie to późno).
PPS.: I zapomniałam, że w niedzielę rano na śniadanie jem jajecznicę. Poprawię się później, jak będę przytomniejsza…
PPPS.: Nadal nie pojechałam, jak widać… (6:30) 

Kategorie
Archiwalne Osobiste Praca

Zapitolnik

Jesteśmy jednym z zapewne nielicznych ZOZów (wiem, że z definicji taki twór już nie istnieje, ale chyba wszyscy wiedzą, o co chodzi) w Polsce, który pod koniec roku ma zapas punktów kontraktowych. Zatem zapierdzielamy i nie mamy czasu na nic. Ja to jeszcze, gorzej ma Pierwszy Szef, za którym aż się kurzy, tak zapitala. A w drugiej pracy cisza i spokój, większość pacjentów przychodzi, nie ma ciśnienia. Bo gabinet prywatny.

Łopatki do śniegu nadal nie mam. Nie szkodzi, śnieg chwilowo stopniał.

Rodzinie wrócono prąd w niedzielę po południu, po 44 godzinach. Cała piątka (rodzice i siostra z dwójką dzieci) zaliczyła przedtem wizytę u mnie celem wykąpania się i naładowania rozładowanych baterii. I obejrzenia TV. Ponieważ mój telefon miał kryzys, nie odebrał wysyłanych ostrzeżeń, więc nalot był „z bomby”. Wszyscy przeżyliśmy, ja się załapałam na darmowy obiad z knajpy, rodzice zobaczyli, jak mieszkam, kiedy nie mam motywacji do sprzątania.

Dzisiaj zrobiłam duże zamówienie prezentowe w Internecie. Chyba trzy rzeczy mają do mnie dojść Pocztą Polską (jedna) lub InPostem (dwie). Trzymamy kciuki za pracowników tych dwóch zacnych firm, cobym mogła odebrać swoje paczki do 24 grudnia.

Reszta jest już albo kupiona (dwie sztuki), albo zamówiona w sklepie Empik.com z dostawą do salonu (nie pamiętam, ile, tak czy siak większość). Jedną rzecz zaplanowałam kupić analogowo, co się załatwi w przyszłym tygodniu. Tym samym polowanie na prezenty załatwiłam w ciągu góra godziny. Będzie więcej, jeśli się okaże, że 23 grudnia równie analogowo będę musiała upolować to wszystko, co szło pocztą. Squee.

Kategorie
Archiwalne Praca

Pomoc sąsiedzka

Sobotni dyżur w pierwszej pracy. Ksawery sobie poszedł, zostawiając nas z zaspami. Udało mi się wyjechać spod bloku i dojechać do pracy przed ósmą.

Szef gdzieś pojechał. Na parkingu trzydzieści centymetrów śniegu. I w jednym miejscu ślady, że ktoś wyjeżdżał. To ja spróbowałam tam wjechać. Po raz pierwszy w karierze się zakopałam. Postanowiłam, że kupię sobie składaną łopatkę i będę ją wozić w bagażniku.

Klucza do przychodni nie miałam, więc siedziałam w samochodzie. Po chwili przyjechała asystentka, która też nie miała klucza. Usiadłyśmy razem.

Po ósmej przyjechał drugi lekarz. Też bez klucza.

Naszym losem zainteresował się sąsiad z pieskiem rasy York-opodobnej (piesek był odziany w kamizelkę z napisem „Policja”). Zadeklarował, że mnie odkopie. Przyniósł łopatę, odgarnął śnieg dookoła mojego rumaka, wyjechałam, oczyścił miejsce parkingowe, wjechałam na miejsce. Padła propozycja pożyczenia drugiej łopaty, zgodziliśmy się.

Do 8:45 udało nam (na zmianę) się przekopać tunel w śniegu do wejścia do przychodni i schody do drzwi, plus półtora miejsca parkingowego. W międzyczasie z kolegą stwierdziliśmy, że sobie policzymy premię za wykonywanie czynności niezawartych w umowie ;). O 8:30 przyszedł jeden z moich pacjentów, umówiony na 8:00 – i stwierdził, że przełożymy wizytę, bo mu się spieszy – poważnie?

Wtedy przyjechała asystentka z kluczem, otworzyła drzwi. Odnieśliśmy sąsiedzkie łopaty. Całe szczęście, szef zostawił na noc włączone ogrzewanie, więc w przychodni było ciepło. Szybko potraktowaliśmy się herbatką i zabraliśmy do pracy.

Wyszłam po 12, tadam.

Poszukiwania łopatki zakończone zostały porażką. No nie ma. Towar deficytowy.

A w domu rodzinnym nie mają prądu od prawie doby. Mają kuchenkę na gaz, ręczną pompę wody i działający piec CO. Brak elektryczności u mnie wiązałby się z brakiem wszystkiego. Brr.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Mikołaj

Przyszedł?

Do mnie nie. Mikołaj nie przychodzi do mieszkających samotnie ;). Zjem sobie czekoladkę.

Znaczy tak właściwie to chyba przyszedł. Za oknem szaleje Ksawery, a do mnie zadzwoniono z poradni, do której się dzisiaj wybierałam, że lekarz boi się z domu wyjść (raczej nie dojechałby do pracy) i wizytę trzeba przełożyć na za tydzień. Co mnie w sumie cieszy, bo tym sposobem muszę dzisiaj wyjść tylko do pracy. Siedzę sobie w ciepłym mieszkanku, w piżamce w kotki, dopijam herbatkę, zaraz sobie łyknę Apap (łeb mnie trochę boli) i patrzę przez okno na poziomo „padający” śnieg.

I zaczęłam się zastanawiać, jaka dzisiaj będzie frekwencja pacjentów…

Macie tak, że zmęczenie wywołuje u Was wkurw? W środę wyszłam z pracy wkurzona ze zmęczenia. Wszystko mnie irytowało, szczególnie współuczestnicy ruchu drogowego, którzy jechali, jakby chcieli, a nie mogli. Miałam zaplanowaną na obiad zapiekankę ziemniaczaną, którą dopiero musiałabym sobie zrobić. Było po 14, a ja byłam głodna. Zrobienie zapiekanki zajęłoby mi około godziny. Rano wyciągnęłam mięso mielone z zamrażalnika, coś trzeba było z nim zrobić.

Stwierdziłam, że mam to gdzieś. Po drodze zrobiłam zakupy, weszłam do mieszkania, zamówiłam obiad w pizzerii, usmażyłam mięso z przyprawami i pomidorami z puszki, dałam mięsu wystygnąć, wsadziłam do pojemnika i z powrotem do zamrażalnika. A obiadek jak dojechał (po około pół godziny od zamówienia), to został podzielony na dwie porcje. Dzisiaj zjem drugą. Zapiekanka będzie jutro.

O.

Naprawdę muszę powymyślać nowe pilniczki…